Ryba koi i karaś nie podlegają tym przepisom, jeżeli jest to sprzedaż w celach ozdobnych (nie jest wówczas jadalny). Sklep zoologiczny sprzedaje ryby ozdobne, a sklep rybny konsumpcyjne. Wspaniała ryba do oczka wodnego Karaś ozdobny lepszy niż ryba koi. Poznajmy odmiany i ich klasyfikację pod kątem przydatności do oczka wodnego lub
reklama Po kilku mniej łaskawych zimach zanosi się, że w tym roku po kilku (sprawiedliwych dla całej Polski) dniach mrozu, będzie można wreszcie bezpiecznie połowić spod lodu. Klimat dziś mamy taki, że niestety nie jest to możliwe co sezon, przez kilka tygodni w roku, tak, jak jeszcze kilkanaście lat temu. Choć w okresie zimowym jest co robić (zaczyna się sezon na trocie i pstrągi), to jednak, jak tylko wodę skuje lód, ruszam zaznać tego coraz rzadszego w Polsce skarbu, jakim jest wędkarstwo podlodowe. Korzystając z możliwości jakie dają łowiska komercyjne wybieram wody, które systematycznie zarybienie są pstragami teczowymi. Te ryby w połączeniu z delikatnym podlodowym sprzętem, to gwarancja dobrej zabawy. Gdyby tak można było co zimę. Zmienia się nam klimat, to i ten wyczekany „raz na jakiś czas” smakuje wyjątkowo. Sprzęt na pstrągi Wędzisko jakie powinniśmy wybrać do takiego łowienia powinno być raczej długie i oznaczone napisem co najmniej medium. Są to wędziska przeznaczone do łowienia na blaszkę podlodowa i holu większych drapieżników. Stosuje kij o długości 70 cm, dzięki tym gabarytom wędzisko pięknie amortyzuje nierzadko szalone odjazdy sporych tęczakow. Kołowrotek jest sprawą drugorzędną. Lepiej użyć nawet nieco większej spinningowej maszynki, którą sprawdziliśmy w boju niż stosować najtańsze na rynku malutkie podlodowe kołowrotki. Szczególne znaczenie ma tutaj hamulec, który musi oddawać żyłkę płynnie, a nie nieregularnymi partiami, jak to miewają w zwyczaju plastikowe kołowrotki za parę złotych. Na szpulkę polecam nawinąć fluorocarbon, sam stosuje taki w rozmiarze 0,14-0,16. Fluorocarbon trudniej przeciąć o krawędź wywierconej dziury, a odjazdy bywają tak dynamiczne, że czasem to i szczytówkę do wody trzeba będzie włożyć. Jeśli jesteśmy przy otworach, to pamiętać powinniśmy o dwóch sprawach. Po pierwsze dobrze jest wywiercić dwie dziury (jeśli regulamin łowiska na to pozwala, RAPR reguluje nam taką możliwość do jednej dziury o średnicy maksymalnie 20 cm) obok siebie, tak by uzyskać jedną większą. Z jednej małej możemy mieć problem wyciągnąć ładnego tęczaka. Po drugie, krawędzie otworu od wewnętrznej strony należy wygładzić (najlepiej nożykiem), aby pozbyć się ostrych krawędzi i zagrożenia przecięcia linki. Jeśli otwory, to również świder. Na początek możemy obyć się bez zakupu, większość łowisk ma stanie świder do wypożyczenia. Na pewno za to musimy mieć ze sobą łyżkę cedzakową, by tafle oczyścić z kawałków lodu. Tutaj wystarczy zwykły przyrząd zapożyczony choćby z naszej kuchni. Sprzętowo jesteśmy gotowi, przejdźmy więc do… Nie dość, że długi, to jeszcze bardzo gruby. Hamulec kołowrotka chciał się zapalić, a ja po tej rybie chciałem, by lód w naszym kraju utrzymał się jeszcze przez kilka miesięcy. Miałem problem z wydostaniem ryby na powierzchnie. Po prostu pstrąg nie chciał zmieścić się w dziurze. Sposoby łowienia pstrągów Tych jest co najmniej kilka. Pstrąg może nam się jednak kojarzyć z klasyczną podlodową blaszką, jednak trzeba wziąć poprawkę na to, że ryby z łowisk komercyjnych mają swoje przyzwyczajenie. Zamiast blaszek zdecydowanie wolą atakować… kukurydzę, wątróbkę czy śledzia. Dobrym rozwiązaniem jest również duża mormyszka z pastą Berkleya (smaków jest sporo) na haczyku, którą podaję do dziury w sposób tradycyjny. Kolor mormyszki wydaje się mieć znaczenie, zdecydowanie najwięcej brań notowałem na kolory jaskrawe – żółty i czerwony. Brań oczywiście wypatruje na zamontowanym na szczytówce kiwoku, a te pomimo stereotypowego temperamentu tych ryb nie zawsze są gwałtowne. Jeśli sięgam po kukurydzę, to również zakładam ją na hak mormyszki (uwaga nie każde łowisko komercyjne zezwala na używanie tej przynęty). Mormyszkę wprawiam oczywiście w nieregularny ruch. Raz drobny, raz śmielszy. Musimy zorientować się na łowisku, co danego dnia akurat rybom pasuje. Alternatywną opcją może być łowienie „na lenia”, W tym wypadku najczęściej stosuję metodę spławikową lub zestaw składający się z oliwki umiejscowionej nad haczykiem. Wtedy możemy odłożyć naszą wędkę na podpórki lub po prostu położyć na lodzie. Obserwujemy spławik lub kiwok, a gdy nie ma brań, co jakiś czas zmieniamy głębokość ekspozycji naszej przynęty. Prócz głębokości możemy rotować przynętami i tak tęczaki spod lodu skutecznie łowiłem już na wspomnianą kukurydzę i pastę o śmierdzącym zapachu, ale również pellet, wątróbkę, śledzie, rzadziej białe robaki. Dodatkowe wskazówki Jeśli wyposażymy się według powyższego opisu, to powinniśmy trafić w rybie gusta. Pamiętajmy jednak, że ryby z łowisk komercyjnych również miewają swoje „humory”. Czasami bywa tak, że atakują niemal wszystko co wpadnie pod lód, innym razem odnalezienia klucza do kilku brań będzie trudniejsze niż rozwiązanie krzyżówki dla zaawansowanych. Fundamentalnym elementem wyposażenia wędkarza podlodowego jest ciepłe ubranie. Lepiej o jedną warstwę za dużo, niż o jedną za mało. Koniecznie nieprzemakalne buty, a jeśli gumiaki to z ciepłą wkładką lub dwie, trzy grube skarpety. Sam stosuje zimowe buty trekkingowe. Optymalnie reszta garderoby również powinna być nieprzemakalna. Na głowie czapka, a przy mroźnych, porywistych wiatrach świetnie sprawdza się kominiarka. No i rękawiczki – niby oczywiste, ale sprawdź dwa razy przed wyjściem na ryby, czy na pewno są spakowane. Dopełnieniem całości powinien być termos z ciepłym napojem. Droższą opcją, ale ciepłą i znacznie podnoszącą nasze… Bezpieczeństwo na lodzie …jest kombinezon wypornościowy. Zapewni nam ciepło i w razie załamania się lodu utrzyma nas na powierzchni wody. Generalnie łowienie spod lodu na łowiskach komercyjnych jest bardzo bezpiecznie bo po prostu właściciele łowisk nie wpuszczą nas, jeśli lód będzie za cienki. Warto jednak zachować czujność i swój zdrowy rozsądek. Tym razem skuteczna okazała się czerwona mormyszka w czarne paski. Ryba złowiona na łowisku Moszczanica w Żywcu. Pstrąg mierzył ponad pół metra, właśnie po takie atrakcje jeździ się na tęczaki spod lodu. Łowienie tęczaków spod lodu, to gwarantowane emocje, pod warunkiem, że trafimy na dzień ich aktywności. Jest jedna duża wada takiego wędkowania – gdy już trafimy na ten dzień, to chce nam się jeszcze i jeszcze, a czasami na następny raz trzeba w naszym klimacie czekać nawet kilka lat.
Kolejna wyprawa z feederami na moje ulubione Jezioro Goczałkowickie w poszukiwaniu dużych, już jesiennych leszczy. Nie udało się złowić wielkich "łopat" ale
Był chyba 1985 rok. Początek marca. Zalew Jeziorsko. Odchodząca zima nie była zbyt sroga. Lód był już wprawdzie pokryty licznymi kałużami wody, tu i tam przebiegały linie pęknięć, ale był jeszcze zupełnie bezpieczny. Jego grubość wynosiła kilkanaście centymetrów. Z kolegami wybraliśmy się na „ostatni lód” poszukać okoni, które podobno zaczęły świetnie brać. Sprawdziliśmy łowiska w rejonie Ostrowa Wareckiego, Miłkowic, ale wyniki były bardzo słabe. Zostały jeszcze ponad trzy godziny, więc decydujemy się spróbować szczęścia w rejonie Tomisławic. Zalew ma tu około 2,5 km szerokości. Już z daleka widzimy na lodzie kilka ciemnych sylwetek wędkarzy pochylonych nad przeręblami. Koledzy ostro ruszają w ich stronę. Mnie natomiast zaciekawił wędkarz łowiący bardzo blisko brzegu, pomiędzy wystającymi z wody krzakami łoziny. Miejsce zupełnie nieciekawe, gdzie można spodziewać się tylko drobnicy, może jakiegoś szczupakowego podlotka. Po powitaniu i rutynowym pytaniu czy „gryzą”, moje oczy robią się okrągłe ze zdumienia. Na lodzie, obok wędkarza, leży sześć całkiem ładnych karasi. Do tej pory sądziłem, że łowienie takich ryb zarezerwowane jest dla miesięcy letnich. Widać byłem w błędzie! Od tej pory w zbiornikach, które mają większą populację karasi, zawsze staram się zapolować na te waleczne rybki. Pomimo sporej wiedzy i pewności, że w danym łowisku znajdują się naprawdę duże karasie, nigdy nie udało mi się złowić sztuki powyżej 40 dag masy. Myślę, że mniejsze karasie, na wygrzewanych płyciznach, szybciej zwiększają temperaturę ciał, co aktywizuje ich procesy życiowe. Wysnułem taki wniosek, gdyż wszystkie ryby zostały złowione na łowiskach o głębokości nieprzekraczającej dwóch metrów. Najlepsze wyniki, ja i moi koledzy, uzyskiwaliśmy, gdy nadchodził pochmurny dzień bez opadów, po kilku ciepłych, słonecznych dniach. Ciśnienie nieznacznie się obniżało lub stało w miejscu. Zdecydowanie lepiej się łowiło, gdy nie było wiatru lub dmuchał bardzo słabo. Podczas silnych powiewów nie udało mi się złowić karasia. Sprawdzonymi łowiskami okazały się płytkie, niewielkie zatoki zbiorników zaporowych, osłonięte od wiatru drzewami lub wysokimi brzegami, a najlepiej i jednym, i drugim. Warto opuścić także mormysz w starorzeczach i płytkich stawach. Niewielkie, przydenne ruchy wody są mile widziane. Jednak podstawowym warunkiem jest stosunkowo duża ilość karasi w danym łowisku, co wyzwala dodatkowy, korzystny dla nas czynnik, jakim jest konkurencja pokarmowa. Wędka podlodowa długości 40 cm, raczej sztywna. Do tego miękki, pięciocentymetrowy kiwak, żyłka o średnicy 0,10 mm (kolor obojętny), mało rozciągliwa. Proponuję dwa rodzaje mormyszek w kształcie kropli, z czarną lub fioletową główką. Do czarnej główki korpus typu „tygrysek” w kolorowe, seledynowo- -czerwone paski, przetykane czarnym kolorem. Natomiast do fioletowej główki powinniśmy zastosować czarny korpus z drobniutkim, srebrnym lub złotym brokatem. Warto spróbować takich z dodatkowym, luźnym oplotem złotej nici. Maksymalna masa mormyszek to nie więcej niż 3 g (wzory najskuteczniejszych przynęt na zdjęciu). Karasie bardzo kiepsko reagują na szybką pracę mormyszki i dużą ilość drgań. Nie złowicie też karasia, jeśli podniesiecie przynętę wyżej niż 5 cm nad dno. Należy wykonywać powolne ruchy, podnoszące mormysz około 2–3 cm nad dno. Po kilku podniesieniach dobrze na kilka sekund położyć ją na dnie. Na niewielki, czarny lub brązowy, haczyk w rozmiarze 12–16 zakładamy nie więcej niż 2 ochotki. Nęcimy karasie bardzo oszczędnie, nie używając żadnych pojemników. Kilkanaście ochotek sypiemy palcami bezpośrednio do przerębla. Gdy zauważymy, że ochotki nie opadają pionowo w dół, tylko spływają gdzieś w bok, wiercimy dodatkowe otwory w tym kierunku, co metr. Ciekawostką jest fakt, że w tak płytkich, karasiowych miejscach zdarzają się przyłowy pokaźnych, nawet półkilogramowych okoni i okazałych płoci! Brania karasi są niezwykle delikatne. Najczęściej następują, gdy podnosimy przynętę z dna i sprawiają wrażenie, jakbyśmy o coś zahaczyli. Czasami następuje kilka drobniutkich „puknięć” w kiwak (tak biorą raczej niewielkie karasie). W obu przypadkach należy zaciąć. Jeśli doczekamy się pierwszego brania, to możemy być pewni, że czeka nas frajda złowienia od kilku do kilkunastu sztuk, bo karasie są mało płochliwe. Nie przeszkadza im zbytnio szamotanie się kolegi na wędce. Co najwyżej trochę się odsuną, aby po kilku minutach wrócić do żerowania. Holujemy karasia powoli. Wtedy nie szarpie się zbyt gwałtownie i nie wzbudza niepokoju reszty ryb. Od kilku lat na haczyk zaczęły trafiać liny i słyszałem już o łowionych karpiach. Mnie zdarzyło się dwukrotnie mieć prawdopodobnie karpia na wędce. Niestety, kończyło się to urwaniem mormyszki, a ryb nie widziałem. Czyżby ocieplenie klimatu albo jakiś nieznany rybi trend? Jeśli macie swoje przemyślenia i doświadczenia dotyczące łowienia karpiowatych spod lodu, to zapraszam do dyskusji. Mój mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi statystykiPonad 80% karasi złowiliśmy, gdy temperatura wynosiła od 3 do 5 stopni powyżej zera. 70% wzięło podczas pochmurnej pogody, ale warstwa chmur nie była gruba, widać było przez nią słońce. Mniej więcej po połowie rozłożyła się skuteczność mormyszek kolorowych i czarnych. Na dwie ochotki haczykowe złowiłem 80% karasi. Po około 10% zasmakowało w jednej lub trzech ochotkach. Mniej więcej 60% ryb żerowało na łowiskach o głębokości od 0,8 do 1,2 m. Płycej 10%, głębiej 30%. Gdy ciśnienie nieznacznie się wahało – 60% ryb. Przy bezwietrznej pogodzie – 60%, reszta podczas niewielkich powiewów, głównie z zachodu i południa. W przedziale wagowym 10–20 dag udało mi się przechytrzyć około 75% ryb, 20% – do 30 dag, pozostałe 5% – większe. Mój największy złowiony karaś ważył 38 dag. Wszystkie ryby to karasie i zdjęcia: Piotr BergerArtykuł w marcowym WW
Tak wygląda dom triatlonisty i aktorki. Robert Karaś wraz z partnerką – Agnieszką Włodarczyk, synkiem Milanem i ukochanymi zwierzakami mieszka w przytulnym domu w Warszawie. Przestronny dom z ogródkiem pary zlokalizowana jest w dzielnicy Wawer, która słynie z licznych terenów zielonych i jest popularna wśród rowerzystów, biegaczy
Znalezienie leszczy pod lodem z pozoru wydaje się łatwe. Naszpikowani teoretycznymi informacjami wędkarze zaczynają nęcić leszcze pod lodem w głębokich, a nawet w najgłębszych rejonach jeziora. Bo tak od lat się pisze we wszelkiego rodzaju poradnikach. Tam zimą są ogromne zbita stada leszczy i trafić zanętą i z przynętą w takie stado to można wyłowić ogromne ilości. A co w rzeczywistości się dzieje? Wielkie rozczarowanie, kiedy jeśli już się nawet trafi w okolice żerujących zimowych leszczy to kilka małych no może jeden większy i fajrant. Kolejny dzień na lodzie i zero brań, kolejny dzień dwa małe, a gdzie te stada? Wiele razy już pisałem o czytaniu z lodu i poznawaniu żerowisk ryb po bąblach pod lodem, ale to jest dobre kiedy lód jest przeźroczysty gorzej gdy przysypie go śnieg. Wtedy niestety trzeba się zdać na znajomość jeziora lub samemu sondować wybrany rejon. I zapewniam że znajdziemy żerowiska leszczy dość szybko jeżeli tylko będziemy mieli troszeczkę własnej praktycznej wiedzy o tym czym takie żerowiska mają się charakteryzować. Na pewno nie będzie to najgłębsza część jeziora, bo tam się zawsze gromadzą wszystkie ryby późną jesienią, a po zamarznięciu rozpływają się po całym zbiorniku. Leszcze mają troszeczkę inne zwyczaje. Po zamarznięciu jeziora wypływają na żerowanie na bardziej płaskie rejony dna ale nie za głębokie. Na jednym z moich jezior które ma około 700 ha najgłębsze miejsca to 22 m leszczowych żerowisk szukam na blatach na głębokości od 10 m do 12 m czyli tak jak latem. Ważne żeby już w środku zimy łowisko takie było dość znacznie daleko oddalone od końców spadów brzegowych czy górek. Całkiem podobnie jest na mniejszych kilkudziesięciu hektarowych głębokich rynnach. Tam też są miejsca gdzie są takie blaty równego dna na pewno nie tak duże i rozległe jak na wielkich jeziorach, ale wystarczające żeby połowić konkretne leszcze. Tu jednak trzeba zejść o kilka metrów głębiej czyli nawet do 15 m. Takie zasady panują w głębokich i czystych rynnach. Ale i jest oczywiście jeden zasadniczy warunek, że w każdym takim żerowisku leszczowym powinna występować warstwa mulistego dna. Zaraz ktoś powie, że to przecież normalka. Pewnie że to normalne, bo to typowe żerowiska leszczy. Ale, co się dzieje kiedy w ciągu dnia przestają żerować i to w nęconych od jakiegoś czasu łowiskach. Często przestają żerować i na kilka dni. W takich sytuacjach większość wędkarzy rezygnuje już z leszczy i szuka innych ryb pod lodem łatwiejszych do złowienia i dobrze. Ale ciągłe myśli jednak nie dają spokoju dlaczego przestały brać, czy je przekarmiłem, czy coś z pogodą jest nie tak, czy już w środku zimy jest tam pod lodem mało tlenu, bo przecież już zakładałem na haczyk samą ochotkę i nic. Przecież to zima i stada leszczy powinny tu być i to wielkie stada. Miesza się w głowie takich myśli aż się robi mętlik. Też wiele lat przerabiałem ten temat i kilka pierzchni utopiłem podczas szukania kolejnych stad i ich żerowisk po jeziorze. Zawsze rzecz jasna szukałem tam gdzie równo i mulisto, bo głębokości doskonale znałem na jakich leszcze w różnych okresach zimy żerują. Kiedyś przyszła mi pewna myśl do głowy o tym jak bywało latem czy jesienią, kiedy leszcze żerują, a gdzie są i co robią kiedy nie żerują. To mi nie przyszło do głowy zimą na lodzie, ciągle jednak byłem naszpikowany teorią że teraz pod lodem to są wielkie stada na zimowiskach i wystarczy w takie stado wpuścić zestaw i już jadę do góry z rybami. Przecież zimą jeszcze mniej i rzadziej żerują niż latem to pewne. Ale czy są to na pewno takie duże stada zimujących leszczy jak piszą w poradnikach. Czy może to wszystko tam pod lodem wygląda inaczej, może tych stad w takim wybranym przeze mnie żerowisku w ogóle nie ma. Może po prostu jak przystało na takie słabsze zimowe żerowanie one te leszcze po prostu tylko przypływają na żerowiska. Kocioł myśli dręczył mnie przez wiele lat. Bo jeżeli rozpływają się na żerowanie to na pewno nie są w wielkich stadach, bo jak biorą to złowię dziennie najwyżej kilka sztuk, no są dni że i kilkanaście. Ale muszą wtedy gdzieś być w tych stadach kiedy nie żerują wcale. I pewnie że są, teraz wiem, że leszcze zimą mają swoje ostoje gdzie przebywa tak dużo ryb, że aż trudno sobie wyobrazić. Dlatego często rybakom udaje się trafić podczas zimowych odłowów na taką ostoję leszczy i zagarnąć za jednym zamachem kilka ton tych ryb. Jedno już też wiem na pewno, że taka ostoja nigdy nie jest daleko od stałych żerowisk leszczy i nigdy od razu całe stado nie rusza na żer, bo przecież nie każda ryba nawet w sprzyjających warunkach pogodowych jest jednakowo głodna. I nie każda rusza na te same żerowisko. Takie ostoje różnią się trochę od żerowisk, bo wcale nie są muliste tylko ilaste lub nawet żwirowate. W dużym jeziorze takich ostoi jest co najmniej kilka jak nie kilkanaście. Całe szczęście że wędkarze nie zaglądają w takie miejsca, bo ci którzy znają jezioro nie łowią w takich rejonach, oni wiedzą że tam nie ma co szukać ani płoci ani okoni. Bo są to nietypowe rejony na głębokościach, gdzie właściwie nie żerują ryby może oprócz wielkich szczupaków. Osobiście już teraz też nie zaglądam w takie miejsca chociaż je doskonale znam. Szczególnie dla bezpieczeństwa ryb. Nigdy nie wiem kto mnie podpatrzy, czy to będzie uczciwy wędkarz czy pseudo wędkarz, a ci ostatni zrobili by rzeź pod lodem szarpakami, jak by wyczuli takie miejsca. Skłamałbym gdybym napisał, że nie próbowałem łowić w takich miejscach pewnie że próbowałem i to nie raz. I mimo, że to nie są żerowiska zimowych leszczy często brały tam jak oszalałe. Ale co dziwne żadne z tych które zabierałem po wypatroszeniu nie miały w ogóle w przewodzie pokarmowym mojej zanęty. A najlepiej brały na dwa czerwone i kilka ochotek na haczyku nr4 a nawet nr2, czyli na duże przynęty. W tych dniach kiedy w tych ostojach miałem sporadyczne brania od razu szedłem na miejsca nęcone na mulistym dnie gdzie leszcze mają swoje żerowiska i tu już łowiłem piękne leszcze z których aż ciekło moją zanętą. Są w jeziorach stada zimowe leszczy, które mają swoje ostoje z których to dopiero ruszają na żerowiska. Na pierwszym lodzie robią to często i jestem przekonany, że rozpływają się po jeziorze nawet pojedynczo. Łatwo to sprawdzić sumując złowione sztuki np. z tygodnia i czym są objedzone. W późniejszym okresie zimy te wypady leszczy na żerowiska są znacznie rzadsze dlatego i brań jest coraz mniej w zanęconych miejscach. Warto wtedy poszukać w innym rejonie jeziora podobnych miejsc (żerowisk) i już efekty powinny być lepsze. Często tak robię, bo znam leszcze i wiem że też nie lubią ciągle jednego rejonu jeziora mimo, że jest zanęcane instynktownie, ryby to ignorują i zaczynają szukać nowych żerowisk, to cwaniaki, ale holowanie takich ciemnozłotych łopat spod lodu na delikatną wędeczkę to przeżycie nie do porównania i warte poświęcenia. Szkoda tylko, że właśnie w książkach wędkarskich, poradnikach, czasopismach, czy filmach nic się nie mówi chociaż trochę o ichtiologii, to bardzo dużo by nauczyło wędkarzy o samych rybach, ale przede wszystkim o szacunku do ekosystemu, bo jak łatwo go zepsuć na wieki bezsensownymi teoriami… bodzio
Tak Adrian Kostera ukończył Ironmana! Robert Karaś najwyraźniej jest wzburzony słowami Adriana Kostery, któremu udało się pobić rekord i zakończyć wyścig na trzecim miejscu z czasem 189 godz. 55 min 20 sek. Robert Karaś musiał przedwcześnie zejść z trasy, gdyż otworzyła mu się rana po przebytej trzy tygodnie wcześniej operacji.
Odpowiedzi EKSPERTOrson odpowiedział(a) o 15:24 karaś w zimie jakby zasypia w sen i zakopuje się w musi żerować ale nie robi tego tak efektownie jak leszcz i żeby złapać karasia w zimie (nie mówię o szarpaniu błystką:P) trzeba mieć niezłego farta i trafić na ich zimowisko Raγas odpowiedział(a) o 20:22 jak będziesz miał szczęście przyr99 odpowiedział(a) o 21:07 Donczel odpowiedział(a) o 21:32 a ja jutro jadę na taką zasiadkę i jak coś to wszystko zamelduję ... Uważasz, że ktoś się myli? lub
Pracę wywiadowczą łączył z aktywnością w Związku Strzeleckim – był inspektorem Komendy Głównej. Zdjęcie: , Treść: 43-letni debiutant. Październik 1935 r. Kapitan Władysław Karaś bierze udział w meczu między Państwowym Urzędem Wychowania Fizycznego a Związkiem Strzeleckim w konkurencji karabinka małokalibrowego.
Myślę sobie, że na każdej sprzedawanej w sklepie podlodowej wędce i podlodowej przynęcie powinna być naklejka: "Uwaga! Kupujesz na własne ryzyko. Wędkarstwo podlodowe potrafi silnie uzależnić". Łowić skutecznieMyślę sobie, że na każdej sprzedawanej w sklepie podlodowej wędce i podlodowej przynęcie powinna być naklejka: "Uwaga! Kupujesz na własne ryzyko. Wędkarstwo podlodowe potrafi silnie uzależnić".Podlodowy spławik, mormyszka i blaszka; wędkowanie pod lodem niejedno ma imię. Wybór techniki i sprzętu to trochę jak wyznanie wiary – każda z nich wymaga innego przygotowania, dając przy tym zupełnie inne możliwości. Z jednej strony podlodowa blaszka – wybierają ją głównie wędkarze aktywni, niecierpliwi, ciekawi nowych łowisk. Setki dziur, możliwość szybkiego spenetrowania ogromnych przestrzeni. Nie ma mowy o żadnym nęceniu, jedynym wabikiem jest tylko gra przynęty. Już po kilku machnięciach wędką wiadomo: gryzą czy nie gryzą. Z kolei wędkarz o naturze refleksyjnej wybierze raczej mormyszkę. Tu w grę wchodzi precyzyjne wybieranie łowiska, dokładne jego spenetrowanie, przyciąganie ryby zanętą. Natomiast podlodowe wędkowanie ze spławikiem to ekwiwalent letniej zasiadki. Latem bajka, zimą hardcore. Sport tylko dla największych względu jednak na to, co tak naprawdę nas w podlodowym wędkarstwie pociąga, to przede wszystkim wspaniała przygoda, cudowny kontakt z naturą, nieprawdopodobne widoki, których mieszczuchy mogą nam tylko pozazdrościć. Kto nie był, niech nie zwleka – zabieramy Was na wspaniałą wyprawę na zimowe łowiska. No to w drogę! W skutym lodem zbiorniku woda układa się warstwami. Tuż pod lodem ma temperaturę bliską zeru, im głębiej, tym jest cieplejsza. Na głębokości poniżej 4–5 m (ta strefa rozciąga się aż do dna) woda osiąga temperaturę plus 4 stopni Celsjusza. Temperatura w poszczególnych warstwach wody pod lodem nie ulega zmianie przez wiele miesięcy. Generalnie zarówno ryby, jak i inne organizmy żywe bytują na głębokościach od wspomnianych 4–5 m do mniej więcej 12–15 m (głębiej często zdarzają się strefy zupełnie pozbawione tlenu). Tu znajdują optymalne o tej porze warunki – odpowiednia ilość tlenu i pożywienie. W mule bytują stawonogi, niektóre małże, larwy owadów, pierścienice, skorupiaki. To podstawowy pokarm niemal wszystkich gatunków żerujących o tej porze roku. W zimnej wodzie czas biegnie co prawda tak samo, ale wszystkie życiowe procesy przebiegają dużo wolniej. Ruchy ryb są oszczędne, bywa niekiedy, że wpadają w rodzaj odrętwienia. Przemiana materii jest dużo wolniejsza, ale większość gatunków żeruje niemal całą zimę. Każdy z nich ma swoje ulubione miejsca, w których lubi spędzać tę porę roku. Są one na tyle charakterystyczne, że można je bez trudu ustalić w konkretnym łowisku: – okonie – podobnie jak w cieplejszych porach roku, tak i zimą spotkamy je na stokach podwodnych górek, w okolicach kamiennych raf, zatopionych gałęzi, pomostów. Okoń jest jedną z najbardziej aktywnych o tej porze gatunków ryb; – płocie – i te ryby są jedną z najczęstszych zdobyczy wędkarskich w czasie podlodowych połowów. W początkowej fazie zimy grupują się na skraju dywanów moczarki, a następnie schodzą głębiej, na skraj stoków, a także rozległych podwodnych połaci dna. Szukają pokarmu w strefie przydennej; – leszcze – w jeziorach mają swoje niezmieniane przez lata zimowiska. W niezbyt dużych akwenach bytują przy dnie mulistym, tuż za pasem oczeretów, na głębokości 5–7 m. W akwenach większych znajdziemy je przeważnie na głębokości ok. 10–12 m, najczęściej na rozległych podwodnych blatach, położonych u podnóża łagodnie opadających stoków przybrzeżnych. Choć pod lodem nie są zbyt ruchliwe, co jakiś czas podejmują wędrówki w poszukiwaniu pokarmu. Inną przyczyną zimowych wędrówek leszczy jest spadek zawartości tlenu. W takich przypadkach leszcze wpływają na płytsze miejsca, bogatsze w tlen, na przykład w okolice dopływów. Jednak nie wszystkie gatunki ryb mają dostatecznie dużo energii, by żerować zimą. Na przykład karpie, liny i karasie wraz ze zmniejszającą się temperaturą stają się odrętwiałe, nie reagują na zewnętrzne bodźce. Każdy z gatunków radzi sobie z tym problemem inaczej – zbijają się w stada, co ułatwia przetrwanie, potrafią także, tak jak np. karasie, zagrzebać się w mule. Podobnie czynią węgorze i w wędkarstwie podlodowym zależy przede wszystkim od tego, czy uda się znaleźć stanowiska ryb. Łowienie z lodu to ziszczenie marzenia wielu wędkarzy, by być blisko ryb i móc łatwo je namierzyć Nie ma żadnych przeszkód, łatwo ominąć najtrudniejsze zaczepy, w praktyce stoimy rybom nad głową. Ale to tylko teoria... W praktyce znalezienie stanowisk ryb nie jest jednak takie proste, tym bardziej gdy akwen jest nam zupełnie nieznany. Ale nie poddawajmy się – jest kilka sposobów na szybkie rozpoznanie łowiska. Nieoceniona jest koleżeńska pomoc i podstawowe informacje o akwenie, jakie możemy tą drogą poznać. Wiele cennych informacji uzyskamy, zasięgnąwszy języka w sklepie wędkarskim. Można także rozpoznawać łowisko "bojem" – już na lodzie wypatrujmy jakichkolwiek śladów działalności wędkarzy, wykutych otworów, śladów po zanętach, wydeptanych ścieżek. Gdy mamy pecha i przyszło nam wędkować po świeżych opadach śniegu, nie pozostaje nam nic innego, jak cierpliwe wiercenie kolejnych otworów (według schematu – najpierw seria otworów od brzegu ku środkowi akwenu, a następnie co jakiś czas kilka otworów równolegle wzdłuż brzegu) i cierpliwe ich obławianie. Do takiego rozpoznania najlepiej nadaje się podlodowa błystka. Wbrew obawom odgłosy wiercenia lub kucia lodu ryb nie płoszą (okonie biorą często tuż po wywierceniu otworu), jednak dobrze jest, zwłaszcza na płyciznach, zaciemnić otwór śniegiem lub drobinkami lodu. ABC wyposażenia Wędka, kołowrotek, nawet najbardziej wymyślna przynęta nie są podstawowym wyposażeniem wędkarza podlodowego, a... odpowiedni ubiór. Dziś, w dobie powszechnie dostępnych pływających kombinezonów, bielizny termoaktywnej, czapek z gore-teksu, rękawic z neoprenu czy butów ocieplanych rewelacyjnym materiałem thinsulate, grzechem jest niekorzystanie z nich. Nie chodzi tylko o komfort wędkowania, ale o zdrowie, a czasami i o życie. Dlatego tak ważne są i inne elementy wyposażenia związane z bezpieczeństwem na lodzie. Każdy z nas powinien mieć obowiązkowo linkę z tzw. rzutką, a także kolce asekuracyjne. Kolce powinno się nosić w taki sposób, by cały czas były gotowe do użycia (np. połączone linką i przewieszone przez szyję). Gdy lodu nie pokrywa śnieg, wtedy łatwo o wywrotkę, która może skończyć się ogólnym potłuczeniem, a nawet wstrząśnieniem mózgu. Dlatego warto zaopatrzyć się w raki, czyli specjalne nakładki na buty, które mają kolce i szereg ząbków zapobiegających ślizganiu się. Bez trudu znajdziemy je w sklepach tzw. outdoorowych, a także w tych, które oferują sprzęt do wspinaczek górskich. Na głęboki śnieg świetnie nadają się rakiety śnieżne. Choć może się wydawać, że rakiety śnieżne to w Polsce nadal egzotyka, także i tego rodzaju wyposażenie znajdziemy w polskich sklepach sportowych. Wędkarze podlodowi często zadają pytanie: pierzchnia czy świder? Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć. Z pewnością pierzchnia (dłuto czy też przecinak, którym wykuwa się otwór w lodzie) to znakomity sprzęt do szybkiego kucia przerębli na pierwszym lodzie. Odda nieocenione usługi w czasie rozpoznawania lodu (opukuje się nią powierzchnię). Pierzchnią można wykuć mały otwór rozpoznawczy, a w razie potrzeby szybko go powiększyć. Gdy jednak przyjdzie nam wywiercić 100 lub więcej otworów w grubym na 20–30 cm lodzie, to jednak większość wędkarzy sięgnie po rynku jest wiele konstrukcji różniących się detalami technicznymi, a przede wszystkim średnicą wiertła – od 10 do 20 cm. Te pierwsze to modele, które wybierają zwolennicy podlodowej blaszki, można nimi szybko wywiercić wiele otworów, a średnica 10 cm wystarczy, by dało się przez nią wyholować nawet dużego garbusa. Wiertła o średnicy 20 cm znakomicie nadają się do wykonywania otworów na łowiskach leszczowych. Na rynku dostępne są świdry zarówno ze Skandynawii, jak i z Rosji. Produkuje je także kilku wytwórców w Polsce. Trudno polecić konkretny model. Większe znaczenie ma to, w jaki sposób będziemy obchodzić się ze świdrem. Po pierwsze – należy pamiętać, że współczesne świdry mają podwójne wykorbienie i ich użycie wymaga jednoczesnego kręcenia obiema rękoma. Po drugie – ostrza są newralgicznym elementem konstrukcji, dlatego nie wolno uderzać świdrem o lód ani zbijać lodu z ostrzy metalowym przedmiotem. Ostrza, a także inne elementy świdra nie mogą mieć żadnych luzów. Gdy świder zacznie gorzej przewiercać się przez lód, będzie to sygnał, by naostrzyć ostrza. Lepiej czynność tę powierzyć fachowcowi, gdyż niewłaściwe ostrzenie może zupełnie zmienić właściwości użytkowe świdra. Do wszystkich współcześnie oferowanych świdrów dostępne są zapasowe ostrza. Warto kupić je zawczasu, a w razie potrzeby wymienić. To nie jest trudna operacja i można ją przeprowadzić nawet na łowisku. Ze względów bezpieczeństwa nieużywany świder powinien być częściowo wkręcony w lód, gdy zaś nie ma takiej możliwości (np. lód jest zbyt cienki), ostrza powinniśmy zabezpieczyć osłoną. Z rzeczy niezbędnych wymienić trzeba jeszcze czerpak do lodu, natomiast wszelkiego rodzaju kosze, siedziska czy sanki nie są nam niezbędne, ale znakomicie ułatwiają wędkowanie, a przede wszystkim pozwalają na odrobinę komfortu. Podlodowa błystkaRozpoznanie łowiska to jedno, a namierzenie żerujących okoni to drugie. Drapieżniki przemieszczają się całą zimę. W pierwszym okresie spotkać je można tuż przy pasie trzcin, a wraz z grubieniem lodu częściej trafić na nie można na szczytach i stokach podwodnych górek. Na ostatnim lodzie okonie podchodzą pod brzeg. Nie ma też żelaznej reguły dotyczącej głębokości, na której je spotkamy. Może to być zarówno 2–3 m, jak i kilkumetrowa głębia. Dlatego polujący na garbusy wędkarz podlodowy musi być mobilny, jego sprzęt powinien być ograniczony do absolutnego minimum i tak przygotowany, by dało się z nim błyskawicznie przemieszczać po łowisku. Dobrym wyborem są sanki lub siedziska z płozami. Bez dwóch zdań możliwość skorzystania z echosondy zwiększa szansę na dobre rozpoznanie łowiska i namierzenie ryb. Choć rynek dostarcza nam dzisiaj niebywałej palety różnego rodzaju przynęt, tak naprawdę wystarczy kilkanaście modeli błystek o różnej masie i w różnych barwach. W dni pochmurne, gdy lód przykrywa śnieg, skuteczne są błystki srebrne, zarówno te matowe, jak i polerowane. W słoneczne dni lepszym wyborem będą błystki złote, mosiężne lub miedziane. Paletę kolorów powinniśmy uzupełnić o "malowanki", czyli przynęty, które imitują konkretny gatunek, najczęściej drobnicę białorybu lub niewielkiego okonia. Jeśli chodzi o rodzaj podlodowej błystki, to trzeba podkreślić, że w praktyce wędkarskiej dużą skuteczność wykazują zarówno klasyczne oblanki (błystka z cyny lub ołowiu w kształcie rybki z wtopionym w pyszczek haczykiem lub kotwiczką), jak i bardziej nowoczesne podlodowe pilkery, błystki łamane, podlodowe jigi czy inne, mniej popularne, jak choćby invadery czy cykady. Większe znaczenie ma sposób, w jaki przynęta będzie prowadzona. Paleta ruchów jest bardzo duża, jednak można wyodrębnić kilka podstawowych schematów:– stukanie o dno i unoszenie przynęty – to sposób na rozpoznanie nowego miejsca. Po opadnięciu przynęty na dno delikatnie stukamy nią o podłoże, a następnie unosimy na niewielką wysokość. Pozostawiona przez chwilę w bezruchu delikatnie się kołysze. Jeśli okoń jest w pobliżu, często atakuje w tym momencie; – potrząsanie – potrząsając szczytówką nadajemy przynęcie drgania podobne do drgań mormyszki (do tego celu świetnie nadają się jigi balansujące). Płynnym ruchem zmieniamy wysokość pracy przynęty. Potrząsanie ma na celu sprowokowanie ryby i wzbudzenie zainteresowania. Branie następuje jednak w momencie pauzy;– skokowe podciąganie i opuszczanie – stosujemy schemat "schodkowy": po położeniu przynęty na dnie stopniowo podnosimy ją o ok. 30 cm na wysokość 2–3 m, a następnie opuszczamy, wykonując delikatne poderwania o niewielkiej amplitudzie. Brań możemy spodziewać się w każdej chwili;– gwałtowne podciąganie i swobodne opuszczanie – w tym przypadku wykonujemy ruchy podobne do klasycznego "szarpaka". Chodzi tu jednak nie o zacięcie ryby na ślepo, ale o nadanie przynęcie charakterystycznego ruchu szybującego. Po dynamicznym podciągnięciu swobodnie puszczona błystka potrafi odejść w bok nawet o 2–3 m. MormyszkaGranie mormyszką to wielka sztuka. Nie chodzi tylko o nadanie jej jak największej częstotliwości, ale o to, by zachowała się w wodzie jak żywa istota, a to oznacza, że czasami wystarczy wykonywać ruchy dużo spokojniejsze. Ważne, by prowokowała ryby. Polecamy lekturę artykułu Pawła Oglęckiego w ostatnim wydaniu "WW" (styczeń 2011), który jest kompendium wiedzy na temat kształtów mormyszek, zastosowania i sposobów wędkowania. Przypomnijmy tylko pokrótce kilka podstawowych zasad. Dobra mormyszka powinna mieć cienki, mocny i ostry haczyk. Istotny jest także odpowiedni kąt w stosunku do korpusu. Uwiązana do żyłki mormyszka powinna zwisać haczykiem do dołu. Ważny jest dobór ciężaru mormyszki do głębokości wędkowania. Przyjmuje się, że na każdy metr głębokości mormyszka powinna mieć 1 g masy więcej. Nie wolno zapomnieć o ochotce – dwie, trzy świeże, krwistoczerwone ochotki na haczyku to podstawa sukcesu. Kiwak to nieodłączny element wyposażenia wędkarza łowiącego na mormyszkę. Stosuje się różne materiały, głównie tworzywa sztuczne. Znakomite kiwaki wykonuje się z paska kliszy RTG, filmowej lub nośnika danych w dyskietkach komputerowych, a także z rdzenia światłowodu. Spośród innych materiałów można wymienić także plastikowe włosy z miotły, paski wycięte z butelek PET. Ważne jest, by żyłka była ułożona na górnej krawędzi kiwaka. To kluczowy element uzyskania właściwej amplitudy drgań zestawu wędkowego oraz skutecznego zacinania. Podlodowy spławikWielu uważa podlodowy spławik za nieco archaiczny sposób wędkowania. Jednak w wielu przypadkach okazuje się niezwykle skuteczny. Zwłaszcza gdy chodzi o łowienie płoci, krąpi i leszczy. Zasada jest podobna do wędkowania letniego: kluczową sprawą jest zastosowanie czułego zestawu i odpowiednie zanęcenie łowiska. Spławiki w zestawach podlodowych to modele zbliżone do tych, które stosujemy latem – wysmukły korpus i krótka, cienka antenka. Na łowiska płytkie, do 3–4 m, nie musimy stosować spławika przelotowego, bo zestaw jest wybierany ręką. Wystarczą spławiki od 0,2 do 1,5 g. Na łowiska głębsze wielu wędkarzy preferuje zestawy przelotowe. Wtedy spławiki mogą mieć wyporność nawet do kilkunastu gramów. Gdy planujemy łowić na podlodowy spławik, to nie my szukamy ryb, lecz ryby szukają naszych smakołyków. Oczywiście pamiętać musimy, że w chłodnej wodzie ryby są niemrawe, apetyt mają ograniczony, więc nie ma mowy o kilogramach zanęt. Niemniej jednak dają się zwabić, a w regularnie nęconych miejscach stada płoci i leszczy trzymają się niemal całą zimę. Generalnie zanętę należy dawkować bardzo ostrożnie. Jeśli podamy zbyt dużą jej ilość, możemy się liczyć z przekarmieniem i zanikiem brań nawet na wiele godzin. Gdy zamierzamy nęcić w łowiskach leszczowych, powinniśmy przygotować zanętę ciężką, o dużej zawartości protein, z dodatkiem melasy lub syropu klonowego, wzbogaconą sporą ilością jokersa. Optymalna głębokość łowienia to 8 do nawet 15 m. Na tej głębokości zimuje leszcz (w dużych akwenach). Mormyszka powinna być prowadzona raczej wolno, tuż przy dnie. Co pewien czas powinniśmy nią opukiwać dno. Taki ruch bardzo prowokuje leszcze. Najczęściej branie będzie się objawiać wyprostowaniem kiwaka. Zdarzają się także i takie sytuacje, gdy żerujące na mulistym dnie duże leszcze atakują przynętę znajdującą się w bezruchu. Płocie z kolei wabi zanęta ciemna, czarna lub ciemnobrązowa. W jej składzie powinny się znaleźć bardzo drobno zmielone konopie, biszkopty, odchody gołębie oraz jokers. Istotnym dodatkiem, który zwiększa atrakcyjność zanęty płociowej, jest brokat. W każdym przypadku dużą skuteczność w zanęcaniu wykazuje cykliczne podawanie niewielkich porcji larw jokersa. Gdy wędkujemy na większych głębokościach, możemy zanęcać mieszanką ochotki wraz z zanętą i znaczną ilością ziemi. Zasady bezpieczeństwaWielu doświadczonych wędkarzy jest tak pewnych tego, że o lodzie i jego kaprysach wie wszystko, że staje się często ofiarą własnej brawury. Wśród wędkarskiej braci krążą legendy o "miszczach", którzy wędkują tylko z samochodów (bo mają radio, wygodny fotel, a w razie potrzeby można włączyć ogrzewanie). Tylko na Mazurach kilka takich aut trzeba co roku wydobywać spod lodu. Inni znów mają się chyba za świętych, co to potrafią poruszać się po zmrożonej tafli niemal jej nie dotykając. A zatem każdy z nas, bez względu na to, ile też wiosen liczy i ile wędkarskich "krzyżyków" ma na karku, musi mieć podstawową wiedzę o pokrywie lodowej i stosować się do zasad bezpieczeństwa. Powstawanie lodu jest niezwykle ciekawym zjawiskiem. To jest proces złożony z kilku etapów, na który wpływa wiele różnych czynników (oczywiście, głównym jest temperatura, poza nią ważny jest także wiatr i fakt, czy woda jest w ruchu). Wszystko zaczyna się od tak zwanych jąder krystalizacji, wokół których tworzą się drobniutkie kryształy w formie dysków. Te zaś łączą się ze sobą, w wyniku czego powstają lodowe igły. Igły „kleją” się do siebie i tworzą na powierzchni wody cienką błonę lodu (taką, jaka po mroźnej nocy powstaje na kałużach wody). Jeśli istnieją sprzyjające czynniki, to zamarzająca masa zaczyna grubieć (wędkarz mówi, że lód "rośnie"). Po kilku dniach osiąga bezpieczną dla człowieka grubość. Dla większości z nas lód to po prostu lód – woda w stałym stanie skupienia. Dlatego informacja, że istnieje aż 8 polimorficznych odmian lodu, jest pewnym zaskoczeniem. Możemy wyróżnić trzy podstawowe rodzaje lodu jeziornego:– czysty lód – mocny i elastyczny lód o krystalicznej strukturze, jednorodny, bez pęcherzy powietrza i przebarwień, który tworzy się w temperaturze poniżej zera stopni Celsjusza; dla jednej osoby bezpieczna grubość takiego lodu to co najmniej 5–8 cm, dla grupy ludzi będzie to ok. 15 cm, dla samochodów osobowych ponad 20 cm; – mętny lód – tworzy się w wyniku zamarzania zalegającej na lodzie wody, która jest skutkiem topnienia jego wierzchniej warstwy pod wpływem podwyższonej temperatury otoczenia lub promieni słońca. Taki lód, dzięki dużej ilości pęcherzyków powietrza, jest mętny, nieprzezroczysty. Zachowuje cechy czystego lodu, jest jednak od niego mniej wytrzymały (jeśli jego barwa jest mlecznobiała, to przyjmujemy, że jego wytrzymałość jest mniejsza o połowę od lodu czystego); – lód śniegowy – to efekt zamarzania topniejącego śniegu, który zalega na warstwie lodu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów do artykułu: Wędkowanie pod lodem. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty, zgłoś go za pomocą linku "zgłoś".
Rozmiar opakowania 26 x 17 x 6 cm. Rozmiar echosondy 12 x 7 x 3 cm. Rozmiar sonaru do łowienia pod lodowego 17,5 cm x 5 cm, Długość kabla 175 cm. Wyświetlacz 2,2 cala FSTN LCD 128V x 64H. Zasilanie 4 x AAA 1,5 v ( nie dołączone do zestawu ) Działa na głębokości od 0,7 metra do 40 metrów. Echosonda dzięki gumowym osłonom po bokach
Karp zimą? To trudne, ale możliwe. Karp pod lodem? To wyzwanie i jaka frajda! Karp pod lodem - gdzie to ma sens? Przede wszystkim należy wybrać wodę, w której karp jest bardzo skoncentrowany. Będą to łowiska komercyjne oraz prywatne stawy, również hodowlane, jeżeli właściciel się zgodzi. Takich zbiorników jest sporo, więc większość z nas znajdzie jakiś nie daleko swojego domu. Co więcej, karpie nie są tam zwykle wyczulone na wędkarskie sztuczki. Dodatkowym plusem takich łowisk jest szansa na złowienie również innych ciekawych ryb jak pstrąg, jesiotr, karaś itp. Przed zimowym połowem upewnij się, czy lód jest odpowiednio gruby! Lokalizacja karpi pod lodem Nikogo nie zdziwi, gdy napiszę, że zimą szukamy karpi w innych miejscach niż latem. Woda ma temperaturę około 4 ° C, a metabolizm i aktywność ryb są wyciszone. Nie mac co liczyć, że zwabimy karpia tylko dzięki zanęcie. Ryby trzeba znaleźć. Najlepiej jest szukać miejsca o największej głębokości. W stawach i tym podobnych zbiornikach będzie to okolica upustu i rów do niego prowadzący. Wiercimy co najmniej kilka otworów i je zanęcamy. Jeżeli przez godzinę nic nie będzie brało, zmieniamy przerębel, aż do skutku. Karp pod lodem - braniom sprzyja odwilż i pochmurne niebo. Mroźne słoneczne dni raczej nie wróżą sukcesów. Karp pod lodem - sprzęt Wystarczy zwykła wędka podlodowa z małym kołowrotkiem. Regulując hamulec zwiększymy szansę na wyholowanie karpia. Wędka podlodowa z oferty sklepu wędkarskiego W zależności od wielkości karpi oraz intensywności brań wybieramy żyłkę 0,13-0,18 mm. Haczyk dobieramy do wielkości przynęty od nr 16 nawet do nr 4. Dobrze też mieć podstawkę pod wędkę, np. wiaderko. Jeżeli położymy wędkę na lodzie, żyłka może do niego przymarznąć. Przyda się też cedzak do wybierania śryżu z przerębla, siedzonko i termos z czymś gorącym do picia. Karp pod lodem - zestaw Podstawowy zestaw na karpia pod lodem to zestaw spławikowy, który sprawdzi się na wodzie (opisywane zbiorniki zwykle nie przekraczają 2 m głębokości). Wyważamy go tak samo, jak przy połowie innych ryb pod lodem. Warto też wypróbować klasyczny zestaw gruntowy. Użyjemy tylko mniejszego ołowiu 10 - 20 g i krótkiego przyponu 10 - 15 cm. Przynętę nadziewamy bezpośrednio na hak lub na włos. Karp pod lodem - przynęty i nęcenie Najlepszą zanętą są robaki, kukurydza konserwowa, mikro pellet i płatki owsiane. W płytkim łowisku wrzucamy je luzem do przerębla. [caption id="attachment_2006" align="aligncenter" width="376"] Atraktor zapachowy dla karpi MARLIN z oferty sklepu Na przynętę polecam te same specjały, jak również ser lub pastę serową i minikulki proteinowe. Przynęta powinna leżeć na dnie, gdyż zimowe karpie na nim żerują. Zanęta na karpia LORPIO z oferty sklepu Bezpieczeństwo ryby WAŻNE: karp lubi ciepło i wyciąganie na lód może mu zaszkodzić. Pół biedy, gdy na dworze jest temperatura dodatnia. Gorzej, jeżeli jest mróz. Najlepiej uwolnić karpia w przeręblu, a jeżeli chcesz zrobić zdjęcie, zrób to sprawnie i możliwie najszybciej wypuść rybę. Warto mieć ze sobą niewielką matę do odhaczania, na której przytrzymamy karpia do zdjęcia. Duża dziura Przerębel do połowu karpia powinien mieć minimum 20 cm, a najlepiej około pół metra. Ponieważ łowimy na wodzie prywatnej, nie obowiązują nas ograniczenia RAPR. Dobrze jest jednak uzgodnić z właścicielem, wycięcie takiej dziury, a po skończonym łowieni ją oznaczyć. Rafał Pokusiński
8GTo4j. 0cna5iix2h.pages.dev/3790cna5iix2h.pages.dev/1700cna5iix2h.pages.dev/650cna5iix2h.pages.dev/220cna5iix2h.pages.dev/1120cna5iix2h.pages.dev/3800cna5iix2h.pages.dev/3760cna5iix2h.pages.dev/1710cna5iix2h.pages.dev/234
karaś z pod lodu